Były czasy, kiedy tabernaculum z Ciałem Chrystusa znajdowało się w centrum ołtarza.
Odprawiający Mszę Świętą kapłan był zwrócony w stronę Boga Najwyższego, w stronę Nieskończoności.
Pierwszy wśród nas, jeden z nas.

piątek, 10 maja 2013

Skandal w Bydgoszczy - ksiądz nie dopuścił do pogańskich obrzędów w kaplicy




"Ateiści i innowiercy za mur" - rozwrzeszczał się pod cmentarnym murem Express Bydgoski.
"Ksiądz nie wpuścił do kaplicy" - podniosła krzyk Gazeta Pomorska. 
"Pewnie w grobach by się przewracali, gdyby to widzieli - mówili wczoraj ludzie zgromadzeni na cmentarzu parafialnym przy ul. Ludwikowo w Bydgoszczy. Dobrze, że chociaż deszcz nie pada." - miała usłyszeć głosy Katarzyna Piojda, niewiasta, która użyczyła gazecie pióra i podpisu (zgromadzenie sfotografował J. Pruss).
 
"Jeżeli pogrzeb jest świecki, na czas ceremonii tabernakulum można przenieść do innego pomieszczenia" - uznał właściciel zakładu pogrzebowego "Nero-Falkowski” w Bydgoszczy (istny Nero z Falkowskiego; mniej groźny od Nerona, za to w prawie kanonicznym równie mocny).

Poszło o dwie urny, których zawartość, jeszcze za życia*, wyraziła pragnienie spoczęcia na cmentarzu katolickim, pod warunkiem wszakże, że zarządzający cmentarzem ksiądz pójdzie w czasie przeprowadzki na ryby. 
 
 
 
Mądry i odważny proboszcz parafii NSPJ w Bydgoszczy, ks. prałat Roman Kneblewski, na pobyt szczątków się zgodził, ale do "pogańskiej ceremonii" w katolickiej kaplicy nie dopuścił. I na tę oto okazję skoczył obóz postępu, drąc ze zgorszenia struny głosowe i rozdzierając szaty. Zapominając, że spod rozdartych szat potrafi wyzierać zgorszenie jeszcze większe, acz innej natury.
Tak czy inaczej, mimo że z dachu ksiądz prałat gorącej kaszy nie lał, brama kaplicy okazała się nie zdobycia i "mistrz ceremonii" (tak nazywa się cywilny parodysta księdza) pożegnał urny na wolnym powietrzu. 
 
 


 
Okolicznościowe konwulsje bydgoskiego lewactwa można byłoby schować w pudełku z napisem "konia kują, a żaba nogę podstawia", gdyby nie koń. Na żabie, stworzeniu z gromady "bezogonowy płaz", podkowy nikt jeszcze nie wykrył, ale końskie obuwnictwo potrafi przybierać bardzo dziwne formy. Zwłaszcza że kowalstwo i materiał są przeważnie pochodzenia zagranicznego, a sam koń ma niewiele wspólnego z wierzchowcem, o którym Benedykt Chmielowski w "Nowych Atenach" pisał, że jaki jest, każdy widzi.
Gdyby ktoś odczuł potrzebę szczegółów, to doskonałych objaśnień w wykonaniu ks. Kneblewskiego można wysłuchać tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=51fbRjijwmA.

* * *

Nic tak nie wyjaśnia dziejów świata jak teoria spiskowa. Zawiązany przeciwko chrześcijaństwu prawie dwa tysiące lat temu spisek, został zintensyfikowany, kiedy do czynu przeszli adepci Adama Weishaupta. Mało jest wydarzeń i procesów historycznych tak wartych uwagi jak dzieje Iluminatów. Kto ma uszy i oczy, niech słucha i czyta. Pojmie przy okazji, co się stało z Kościołem Katolickim i dlaczego Paweł VI stwierdził w 1972 r., że "dym szatana wdarł się do świątyni Pana".
Świadomość tego, że oto dotykamy historii (Historii), pozwala machnąć ręką na fakt, że na dnie wielu politycznych wiader roiło się, roi i będzie roić od małych belzebubiąt, niecierpliwych premii za swoje cieniutkie zawodzenie. Dobrze jednak, że tym razem trafiło na Bydgoszcz, bo stamtąd dał się usłyszeć głos kapłana, który nie ma ochoty patrzeć w inną stronę, kiedy Bestia zaczyna wierzyć w zwycięstwo.

* * *

Chciałabym w tym momencie podziękować utalentowanej Pani, która - pod pseudonimem tatra - od lat pisuje na forum Stanisława Michalkiewicza. Gdyby nie jej dyskretna uprzejmość, nie dowiedziałabym się, tu we Francji, ani o przedstawionych wydarzeniach ani o osobie ks. Kneblewskiego. Gdyby nie ona, nie przerwałabym też długiego milczenia. A przecież nie tylko navigare necesse est - dawanie świadectwa jest konieczne jeszcze bardziej.
Grzeszne jest dzisiaj milczenie. I w Sodomie i ...w okolicach Asyżu.

praczka
 
 


PS Właśnie odkryłam, co dzisiaj, w felietonie "Dopóki papież nosi spodnie..." ( Najwyższy Czas!, 10 maja 2013), napisał Stanisław Michalkiewicz:
 
Otóż „Gazeta Wyborcza” jest taka żydowską gazetą dla Polaków, co widać również w publikacjach najweselszego tam działu religijnego. Komizm sytuacji polega nie tylko na tym, że żydowska gazeta dla Polaków bardzo się angażuje w meliorację Kościoła katolickiego; żeby był „otwarty”, to znaczy - żeby nawet pan redaktor Michnik, chociaż nie ma ani święceń, ani sakry, mógł zostać prymasem Polski - bo czyż to nie byłby przekonujący dowód otwartości? Żeby - mówiąc krótko - swąd szatana mógł przenikać do Świątyni Pańskiej już nie przez jakieś „szczeliny”, ale przez wszystkie otwory wentylacyjne.

Przyszło mi natychmiast na myśl, że ks. Kneblewski zapewne amatorem Kościoła otwartego nie jest i że "win" swoich wobec obozu po(d)stępu uznać i zmazywać nie zechce.
A przecież różne są w tej dziedzinie lansowane mody: dzień islamu, tydzień tolerancji, kwartał ateizmu, semestr judaizmu... 
Końca nie widać!


____________________________________________________________________
(*) Użyłam wyrażenia "dwie urny, których zawartość, jeszcze za życia..." najzupełniej świadomie. Kto się uznaje za ateistę, uważa się przez to za zorganizowaną w procesie ewolucji materię (czyż pojęcie "miliony lat" nie załatwia definitywnie zagadnienia "życia" w ścisłych umysłach poetów, kierowniczek muzeów sztuki współczesnej i specjalistek w zakresie gender studies?). 
Wracający do materii ateiści powinni być więc zadowoleni z danego przeze mnie popisu logiki.

czwartek, 3 listopada 2011

Rabbi, Nauczyciel, Ojciec,... nauczyciele, ojcowie...











Wówczas Jezus przemówił do tłumów i do swoich uczniów: "Miejsce Mojżesza w nauczaniu zajęli nauczyciele Pisma i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, czego was nauczą. Nie naśladujcie jednak ich czynów. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Przygotowują wielkie ciężary, których nie można unieść, a sami nie chcą ich nawet ruszyć palcem. Czynią zaś wszystko, aby pokazać się ludziom. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zajmować pierwsze miejsca na ucztach i w synagogach. Pragną, aby ludzie pozdrawiali ich na placach i nazywali rabbi.
Wy natomiast nie pozwalajcie nazywać się rabbi, gdyż macie tylko jednego nauczyciela, a wszyscy jesteście braćmi. Nie nazywajcie tez nikogo na ziemi ojcem, gdyż macie tylko jednego Ojca, który jest w niebie. Nie pozwalajcie również, aby was nazywano mistrzami, bo jedynym waszym mistrzem jest Chrystus. Największy z was niech się stanie Waszym sługą.
Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.
Ewangelia wg Św. Mateusza 23 , 1-12


Ewangelii tej słuchałam w swoim francuskim kościele i natychmiast odczułam konieczność jej wyeksponowania. Niesłychana jest bowiem aktualność Chrystusowego przekazu. Pod zaspanym okiem wysokich sfer rzednieją szeregi "wiernych", a "urzędnicy Pana Boga" zachowują się, jakby zostali powołani do ćwiczeń w zakresie odprawiania Dnia Judaizmu (tygodnia, roku?), w zapalaniu chanukowych świeczek, w łykania bluźnierczych fragmentów Talmudu bez rycyny i w ustawianiu się plecami do nawracania żydów, wbrew Ewangelii, tradycji i historii Kościoła. 
 
Z jaką swadą grają oni rolę działaczy politycznych albo odprawiają lotnicze pielgrzymki do Brukseli czy Strasburga!
Z jaką wprawą skrapiają polowym kropidłem, albo wodą święconą w spray'u, armaty, psy i samochody!


Jakże lubią wypychać się przed kamery, kiedy telewizja transmituje mszę z kościoła "na prowincji" i dukać homilię, podczas gdy miejscowy kaznodzieja mógłby niejednokrotnie telewidza rzucić na kolana albo porwać i unieść w zachwycie.





Wiem - pozwalam sobie, ale jeśli taki czas nadszedł, że szyderstwo tylko zostaje, żeby kanapą potrząsnąć...
Wiem - jestem niesprawiedliwa wobec wielu hierarchów, ale nie tylko "Pan Bóg rozpozna swoich" - wszak i wiernym ta sztuka udać się może.

Kiedy biskup Orszulik otrzymał z rąk Bronisława Komorowskiego Order Orła Białego, tak oto "nie wytrzymał" Rozpuszczalnik:

Raz na zawsze powinno być zakazane w Kościele Polskim i Uniwersalnym odbieranie jakichkolwiek odznaczeń, nagród Nobla, medali na wystawach psów i mody eklezjastycznej, wyróżnień ze strony fundacji (Batorego, Adenauera, Pol-Pota, Goldy Meir, Zapatero, Kuby Rozpruwacza, etc.), oficjalnych dytyrambów i certyfikatów postępowości ze strony redakcji wszelkich szmatławców i gazet, od Gazety Wyborczej przez Kynologa Polskiego po Tygodnik Powszechny, etc. etc.

Żaden duchowny nie powinien znajdować się, choćby przez pół godziny, w łapach jakiegokolwiek redaktora, prezydenta, przewodniczącego, I sekretarza Partii Chrześcijańskich Demokratów, Ugrupowania Zielono-Czerwonych Autokratów, ani nawet wielebnej Zofii Grzyb z ekipy liturgicznej przy parafii w Tulczynie.
Basta!

Jest zwierzchnik po linii kościelnej, a nad najwyższym - Pan Bóg, który da nagrodę w Niebie (albo nie da).








Straszne są słowa Ewangelii, czytanej w niedzielę, 30 października 2011 r.


Słowa, wypowiedziane przez Jezusa Chrystusa, którego sylwetka jest po stokroć bardziej podobna do tej z obrazu.



czwartek, 22 września 2011

Golgota picnic





Tak jak w sprawie telewizyjnego uhonorowania Nergala zaprotestował abp Sławoj Leszek Głódź, a wcześniej bp Wiesław Mering, tak 19 września nie wytrzymał Bernard Podvin [foto], rzecznik Konferencji Biskupów Francji (CEF - Conférence des évêques de France ) i  nie tylko nazwał skandalem antychrześcijańską sztukę "Golgota picnic", ale wezwał do riposty:

Ten spektakl rani i będzie ranił. Co za odwaga, obrażać religię, której założyciel milczy, kiedy jest ona atakowana.
Jeżeli "wolność wypowiedzi" należy traktować jako coś świętego, to czy nie należy traktować z szacunkiem świętości?
Jeśli ani jedno euro z funduszy publicznych nie może być poświęcone subwencjonowaniu kultu, to ani jedno publiczne euro nie powinno służyć jego poniżaniu!
Chrześcijaństwo nie powinno służyć za bezpiecznik w kulturalnych histeriach tylko dlatego, że zachowuje pozycję społecznie dominującą.
Wielu obywateli niechrześcijan podziela nasz gniew. A jeśli jesteście z nami, nie pozostawajcie bezradni. Zaapelujcie do swoich posłów. Powiedzcie im, że to jest nieakceptowalne i niegodne demokracji. W listopadzie 2009 Unia Europejska przypomniała o swoim przywiązaniu do ochrony wolności religijnej. Chrześcijanie pozostają w społeczeństwie aktywni! Solidarni w wielu sytuacjach. A więc im także należy się respekt.


Kto chce zorientować się, jak daleko posunęli się twórcy spektaklu, stanowiącego koprodukcję hiszpańskiego Centro Dramático Nacional i francuskiego Théâtre Garonne z Tuluzy, a przewidzianego na Festival d'Automne w Paryżu, może to uczynić, oglądając jego zwiastun.

Coś jednak zmienia się we Francji. Dwa teatry, Théâtre de la Ville à Paris i Théâtre Garonne à Toulouse, wypłakują się właśnie przed prasą na skutek niespodziewanie gwałtownej mobilizacji chrześcijan przeciwko dwóm spektaklom - wymienionemu "Golgota Picnic" i drugiemu "Sur le concept du visage du fils de Dieu". Dyrekcje teatrów są zalane mailami i zaczynają bać się telefonu.




Oto dwa plakaty, ilustrujące koniec pewnej epoki. Budzi się zwłaszcza młodzież, która ma dosyć nadstawiania drugiego policzka w sytuacjach, kiedy ten ewangeliczny gest wyłącznie rozzuchwala. Starsze pokolenie zbyt często drzemie pod wpływem abstrakcyjnych posoborowych kołysanek ekumenicznych, ale nie śni w komplecie. Zacytuję myśl, pod którą - z uwagi na jej raczej bezpośrednią formę - wolę się podpisać jako Rozpuszczalnik: "Wprawdzie powiedziane jest, że należy miłować nieprzyjacioły swoje, ale nigdzie nie stoi, że trzeba z nimi iść do łóżka."

Pierwszy plakat wzywa do "obrony Chrystusa", a drugi - do "manifestacji przeciw antychrześcijaństwu".



A więc basta!

Równie energiczne "dosyć!" należałoby przesłać Juliuszowi Braunowi i Ryszardowi Bańkowiczowi. Z kopią do gdańskiego sędziego i jego Temidy. Tej, którą trzyma nad łóżkiem zamiast obrazka z Aniołem Stróżem. Z jej wagą i ze swoją opaską na jej oczach.


Nie oprę się jeszcze chęci przedstawienia listy "partnerów instytucjonalnych" widowiska (w pisowni oryginalnej i bez komentarza):
  • Ministère de la Culture et de la Communication
  • Institut français
  • Conseil Régional d'Ile-de-France
  • Mairie de Paris
  • Air France

I jakże przy okazji zapomnieć o mecenasach sztuki:
  • Fondation Pierre Bergé - YSL
  • Baron Philippe de Rothschild S.A. (dirigée par Philippine de Rothschild)
  • ARTE

Do P.T. Czytelników (2):

  
W piątek, 3 grudnia 2010, blog praczki został zamrożony przez autora tekstów, Rozpuszczalnika, a dzisiaj - Rozpuszczalnik odmraża i korzysta z okazji, aby pozdrowić wszystkich wiernych Czytelników.

I tak oto praczka wraca do prania:

piątek, 3 grudnia 2010

Do P.T. Czytelników:







Blog praczki zostaje zamrożony przez autora tekstów, Rozpuszczalnika, a kolejne felietony z cyklu "praczka" będą zamieszczane w blogu głównym Rozpuszczalnika, pod adresem http://rozpuszczalnik.blogspot.com/







Proszę przyjąć wyrazy wdzięczności za wizyty, stałej sympatii i … do zobaczenia na blogu spod znaku:
 

środa, 1 września 2010

Ja w sprawie Joanny Muchy...




"Możemy oczywiście mówić o tym, że żeby rozwiązać ten problem, należy zmienić ustawę aborcyjną, ale możemy także mówić, że należy lepiej edukować seksualnie (…). Że należy w większym stopniu udostępniać środki antykoncepcyjne tym osobom, które nie są w stanie tych środków same nabyć" - powiedziała w rozmowie z Polskim Radiem Joanna Mucha, posłanka PO, a zarazem pracownik naukowy Wydziału Nauk Społecznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.


Cytat (1) :

"Czy można pogodzić takie poglądy z pracą naukową na uczelni katolickiej? - Na naszej katolickiej uczelni pracują i studiują również osoby niewierzące. Regulamin pracy zabrania dyskryminacji ze względu na stosunek do religii. Ten warunek nie obowiązuje jedynie na Wydziale Teologii, gdzie pracować mogą wyłącznie osoby uznające nauczanie moralne i społeczne Kościoła – wyjaśnia w rozmowie z portalem Fronda.pl ks. dr Wojciech Rzepa, teolog moralista z KUL."

Refleksja (2) :
Czy pracownik naukowy KUL, Joanna Mucha, naruszyła któryś z dogmatów Kościoła Katolickiego?
- Nie.
Czy dr Joanna Mucha zadrwiła sobie z nauczania Matki Naszej Kościoła Rzymsko-Katolickiego?
- Ba!
Cytujmy mądrego (samotnego w swej odwadze?) jezuitę, ks. Jacka Prusaka.




Cytat (3) :
"Nie mówię, że antykoncepcja zawsze jest dobra. Dołączam się jedynie do głosów teologów, i to wybitnych (np. Rahner, Häring, Fuchs, Demmer), którzy twierdzą, że nie można udowodnić na podstawie analizy prawa naturalnego, że w każdym przypadku jest moralnie zła. I postuluję, by decyzję, czy antykoncepcja buduje związek, czy osłabia, zostawić małżonkom ze względu na ich specyficzną sytuację rodzinną i intuicję moralną. Prawdą jest, że odkrycie pigułki antykoncepcyjnej przyczyniło się do permisywizmu moralnego, ale powoływanie się na ten fakt zniekształca spór."


Cytat (4), wciąż ks. Prusak :

"Z badań wynika, że nauczanie Kościoła o antykoncepcji sprawia kłopot katolikom, którzy poważnie traktują swoją wiarę i wcale nie zamykają się na dzieci. To często są małżeństwa wielodzietne, a nie żadni rozpasani hedoniści. Najnowsze badania przeprowadzone przez Instytut Humboldta w Wielkiej Brytanii wśród katolików aktywnie biorących udział w życiu religijnym pokazują, że od 40 lat nic się nie zmieniło. Te osoby uważają małżeństwo i rodzinę za dużą i pożądaną wartość, ale nie akceptują w pełni nauczania na temat antykoncepcji. Tak jest w Europie i Ameryce."
I dalej, na pytanie :
"Kościelne "nie" dla antykoncepcji jest dla większości katolików "oczywistą oczywistością". Ty od pewnego czasu udowadniasz - co wywołało już wiele głosów oburzenia - że tak nie jest. Antykoncepcja dzieliła Kościół?"
odpowiedź - Cytat (5) : 
"Dzieliła i dzieli nadal, a ja to opisuję i próbuję zrozumieć. Warto podkreślić, że ten aspekt nauczania Kościoła spotykał się od lat z oporem nie tylko wśród wiernych, lecz także wśród samych hierarchów. Wprawdzie nigdy żaden lokalny episkopat nie odciął się od papieża Pawła VI po jego encyklice "Humanae Vitae" z 1968 r. [dalej: "HV"] potępiającej sztuczne sposoby regulacji poczęć, ale wielu biskupów miało trudność z jej przyjęciem w całości. Duchowni i świeccy zgłaszali swoje wątpliwości i tak jest do dzisiaj."

A na uwagę :
 "Kościół argumentuje, że antykoncepcja prowadzi do rozdzielenia miłości i odpowiedzialności.",
odpowiedź - Cytat (6) :

"Tylko czy słusznie? Bez odwoływania się do autorytetu Kościoła trudno obronić tezę, że każdy akt rozdzielenia aspektu seksualnego od prokreatywnego jest wewnętrznie zły. Przecież większość stosunków jest niepłodna. Czym więc się różni etycznie takie współżycie od współżycia przy zastosowaniu antykoncepcji, skoro intencja jest ta sama? Twierdzenia, że gdy nie ma możliwości prokreacji w sposób naturalny, to tym samym współżycie jest chronione przed depersonalizacją, nie da się utrzymać. Teza, że w antykoncepcji chodzi jedynie bądź przede wszystkim o przyjemność, również nie jest uniwersalną zasadą."
Na końcowe pytanie: "Wierzysz, że nastąpi zmiana w nauczaniu Kościoła o antykoncepcji? "
odpowiedź - Cytat (7) :
"Może ona nastąpić, ale jedynie na następnym soborze. Wierzę, że prawda jest przed autorytetem. Jeśli tak wielu katolików chodzących do Kościoła, modlących się i dbających o siebie i swoje dzieci uważa, że obecne nauczanie jest zbyt restrykcyjne, a nawet szkodliwe dla ich związków, to wierzę ich intuicji moralnej. Nie można zakładać, jak robią to niektórzy katolicy, że brak im heroizmu, bo rozwiązaniem ich problemów jest wstrzemięźliwość seksualna. Heroizm jest odpowiedzialnością za siebie nawzajem i dzieci. Nie musi mieć jedynie charakteru ascetycznego. Miłość małżonków jest najlepszą szkołą heroizmu i odpowiedzialności, a nie ich postawa wobec antykoncepcji."
Link do całości, tutaj.

Refleksja (8) :

Zbyt brutalnym byłoby powiedzieć, że na szczytach Kościoła "ślepi mówią o kolorach", ale nie do przyjęcia wydaje się mieszanka głosów uczciwie zaniepokojonych z atakami różnych stad, w tym wielkiego sabatu, kierowanego przez Antychrysta..
Czyż nie zostało napisane :

Cytat (9) :
"Gdybyście zrozumieli, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych."
(Mt 12,1-8)
Cytat (10) :
(w którym jest mowa o uczonych w Piśmie i faryzeuszach (kontekst więc inny), ale czyż natura ludzka zmienia się z epokami ?)
"Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze.
Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią.
Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą.
Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać.
Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów.
Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach.
Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.
Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście.
Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie.
Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus."
(Mt 23,1-12)

Refleksja (11) :

A teraz, bracia i siostry w wierze - do kamieni. Niech pozbawieni wątpliwości rzucają celnie.
Pesymistka ze mnie.
Czy Joanna Mucha zginie - nie wiem, ale kamienie polecą.
Smutno mi jakoś.










 PS
Tych, którzy nie wzięli do rąk bobków bieluchnych owieczek i kamieni, zapraszam tutaj, gdzie widać, w części tylko przykryte, dzieło naszego dobrego Stwórcy.
Tego, który jest autorem pogody ducha, poczucia humoru, zdrowia i śmiechu.
Który jest Bogiem życia.
Z jego cierpieniami i atrakcjami.
Życia tak nam znanego.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Wieprzem przed perły


 
 
Wim Delvoye, ten z prawej u góry, w okularach, jest artystą belgijskim.
Belgia, to niewielki kraj w stanie rozkładu, a jego stolicą jest Bruksela, która jest zarazem stolicą czegoś większego, co - według zapewnień - powinno nam, Europejczykom, gwarantować bezpieczeństwo i powodzenie materialne.

Do gwarantowania naszych sukcesów duchowych pretenduje od dwóch tysięcy lat inna instytucja, ze stolicą w Rzymie. Mimo, że ostatnio lekko nadwątlona, popularność instytucji watykańskiej musi denerwować zwolenników instytucji brukselskiej, czego ilustracje są liczne i urozmaicone.

Kto nie pamięta przysłowia na temat kucia koni, niech przeskoczy parę zdań, a ja wtrącę, że swoją łapę podsunęła ostatnio kowalowi mała belgijska żaba - oto belgijskie organy sprawiedliwości rzuciły się niedawno na arcybiskupstwo katolickie w pogoni za nadużyciami seksualnymi. Dziecko wie, że każde biskupstwo katolickie, w wolnych chwilach między dwoma kolejnymi aktami pedofilii, zajmuje się ukrywaniem dowodów w grobach pedofili w stanie spoczynku. Policja nie zadowoliła się więc aresztowaniem komputerów, ale rzuciła się z wiertarką na grób kardynała Van Roey'a oraz kardynała Suenensa, aby wpuścić do nich kamerę z haczykiem na pedofilię.


Nie o to jednak mi chodzi. Powyższa dygresja miała na celu wyłącznie przygotowanie dekoracji do czegoś innego, co jest związane z pierwszą fotografią przedstawiającą Wima Delvoye (przypominam, tego w okularach).

Jeśli istnieją na tym świecie artyści poszukujący, to Wim Delvoye poszukuje w pierwszym rzędzie. Jak powiedziano by w Formule 1 - startuje z pierwszej linii, w której, zapewne z powodu zapachu, nie ma konkurenta.
Artysta jest z niego uznany i jeśli powiem, że urządziło mu ekspozycję Muzeum Rodina w Paryżu, to parę czytających ten artykuł osób z pewnością uniesie się lekko z krzeseł. Niech jednak krzeseł nie odsuwają, bo przyjdzie im na nie opaść.

Oto Wim Delvoye, swoją najnowszą linię produkcyjną przeniósł do Chin i tam tatuuje świnie. Jeśli wierzyć francuskiemu tygodnikowi Minute, belgijski artysta ogranicza się do dwu godzin czystej (!) twórczości tygodniowo, żeby "rozpiętej na sztalugach" świni nie dręczyć psychologicznie. Ściśle biorąc, Wim Delvoye tatuaż projektuje, a samym tatuowaniem zajmują się Chińczycy. Projekty natury pornograficznej są wykluczone, ponieważ Komunistyczna Partia Chin ideologii pozwoliła się nieco zagubić, ale o skromność ciągle dba.


Zanim pokażę jedno z większych osiągnięć "świńskiego artysty", zaprezentuję fotografię ukazującą "płótno" z większą ilością detali :


Czy można przyjrzeć się warunkom pracy Wima D. bez zadania sobie paru pytań, a zwłaszcza pytania, na ile godzin przed kreacją zwierzę było ostatni raz karmione. Przyrodzona subtelność i niewieścia delikatność nie pozwalają mi nawet wyobrazić sobie momentu, kiedy głowa artysty zostaje odrzucona do tyłu, ręka zaciska nos, a kreska kończy się jakimś wygibasem...

Jedną z zalet "plenerów" w Chinach jest niewielka liczba chrześcijan. Chodzi naturalnie o chrześcijan na wolności. Nic więc nie grozi artyście za wytatuowanie na świni ... portretu Jezusa Chrystusa.
Oto on, ten portret :
W tym momencie zbliżamy się do puenty, ponownie z Minute pod ręką:
Kiedy bowiem świnia zrobi się tłusta i kiedy się ją zatłucze, to wytatuowaną skórę się ściągnie … i kto chce, niech sobie wyobrazi cenę arcydzieła na rynku sztuki współczesnej.

Wiemy, że "prawdziwa sztuka krytyk się nie boi !"
A sztuka mięsa - dopiero !