Były czasy, kiedy tabernaculum z Ciałem Chrystusa znajdowało się w centrum ołtarza.
Odprawiający Mszę Świętą kapłan był zwrócony w stronę Boga Najwyższego, w stronę Nieskończoności.
Pierwszy wśród nas, jeden z nas.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Belzebub w nerwach

Do mnie, dzieci Wdowy!
Gewałt!


Kto zajrzał na blog Władysławy z 30 marca i dowiedział się, że "Baba ściga arcybiskupa, czyli jak skonstruować młot na Kościół" (Z frontu walki z reakcją (191)), z pewnością skojarzył jej "raport" z faktami. A potem odetchnął, kiedy przemyski sąd oddalił skargę "feministki Jelenin na arcybiskupa Michalaka" i nie dopuścił do totalnej kompromitacji wymiaru sprawiedliwości. 

Jest kilka przyczyn niezwykłej aktywizacji pracowników Belzebuba, rozproszonych po wszelkich światowych instytucjach. Po latach harówki na wysokich szczeblach rzymskokatolickiej drabiny, po latach wielkich i małych ustępstw ze strony kolejnych sterników Nawy, Belzebub, zapewne nie bez zaskoczenia odkrył, że nie tylko przechowały się kościelne enklawy, nie wyprane do czysta z Ewangelii, ale również, że korba postępu zaczyna napotykać opór.
A tyle było sukcesów: odwieczną Mszę świętą zastąpiono mszą "siad-wstań-siad-jak-ta-baba-czyta", ustawiono celebranta tyłem do ołtarza intuicyjnie związanego z bożą obecnością, wyrzucono resztki integrującej Kościół łaciny, usunięto śpiew gregoriański na rzecz piosenek country, upowszechniono homilię, czyli usypiającą powtórkę ze świeżo odczytanej ewangelii, oraz nakazano księdzu siedzieć i słuchać jak kolejne czytania są masakrowane przez osoby z łapanki (w konsekwencji czego Apostoł Narodów prezentuje czasem swój list do Tesaloniczan głosikiem kastrata i bawi zebranych niedopiętą spódnicą). 
I na tym nie koniec - lista wyczynów kościelnego obozu postępu zygzakuje przez tańce liturgiczne aż po manualne przekazywanie sobie "znaku pokoju" (potu i brodawek), co wprowadza w stan paniki ludzi alergicznych na macanie bez powodu.

Jeśli niektóre z wymienionych zjawisk nie są jeszcze w Polsce tak częste jak na Zachodzie, to proszę nie mieć złudzeń - są już zapakowane i przewiązane wstążeczkami w pięcio- i sześcioramienne gwiazdki.

W miarę wyludniania się świątyń, nałożono na katolików obowiązek znoszenia ekumenizmu uprawianego z krzesełka ustawionego w jednej linii ze stołkami pogaństwa, oraz konieczność brania udziału w bezowocnych dialogach, dniach i tygodniach różnych religii nie tylko katolicyzmowi wrogich, ale wrogich coraz bardziej. Ustalono przy okazji, że za zabójstwo Chrystusa odpowiadają Rzymianie i że żydów nie należy nawracać. Pozostaje czekać na oficjalne zastąpienie czterech Ewangelii przez jakąś EPP (Ewangelię Papieży Posoborowych).

I oto teraz, gdy "rząd światowy" jął wiązać wielkie nadzieje z papieżem Franciszkiem, coś zaczęło w trybach jego spychacza zgrzytać. A przecież koncepcja najnowszej kampanii wydawała się znakomita. Oto przy użyciu wewnętrznej piątej kolumny powiązano ze sobą dwie rzeczy - pod konieczną refleksję nad sytuacją katolików, którym nie powiodło się małżeństwo, podpięto diabelski pomysł importu do sakramentalnego życia Kościoła praktykujących sodomitów. Inaczej mówiąc, podjęto prace nad zrównaniem pozycji rodzin z podejrzanie pachnącymi kwiatuszkami z tęczowej łąki pomyłek Natury. Przypomnę, że w czasach wolności słowa, w odniesieniu do tego kwiecia używano terminu "zboczeńcy".



Tymczasem stała się rzecz nieoczekiwana - wobec niezbyt jasnej postawy papieża Franciszka, wielu purpuratów zatrzęsło się, a w grupie najgłośniej krzyczącej non possumus! znalazła się istotna część hierarchów polskich. Mniejsza w tym momencie o to, czy wylewają oni z kąpielą i zatwardziałych dewiantów i ofiary małżeńskiego fiaska, ale fakt rewolty jest teraz nerwowo analizowany w obozie wrogów człowieka.  

Gdyby Belzebub był głową państwa jednoczącego wszystkich miłośników rozkładu, wypowiedziałby katolikom wojnę, a co najmniej rozdarłby się przeciwko nim z trybuny ONZ. Sytuacja byłaby jasna. Tymczasem jego perfidne oddziały, rozproszone i często niewidoczne, prowadzą z człowiekiem zarówno jawną walkę fizyczną, jak i więcej czy mniej dyskretny Kulturkampf w polityce, nauce i mediach.

Przyjrzyjmy się paru ostatnim konwulsjom, ilustrującym tytułowy stan nerwów Demona.

Tak się składa, że w sensie instytucjonalnym Kościół demokratyczny nie jest, a Papież nie musi się tłumaczyć przed jakąkolwiek partią. Prawnym życiem Kościoła rządzi Kodeks Prawa Kanonicznego, a nie wystawione w stronę Watykanu dwa palce roznosicieli postępu, z braku sukcesów chorych czasem na wrzody żołądka.





Historia ks. Lemańskiego jest ogólnie znana. Roma locuta, causa finita! Księżulo do Canossy albo do cywila! Basta! 
Trzeba mieć w tej sytuacji sieczkę w głowie, żeby w lewicującym żurnalu La Repubblicawystawić na światło dzienne "list otwarty do papieża Franciszka z apelem o interwencję" w sprawie księdza, który, jak mniemam, przez pomyłkę wstąpił do seminarium duchownego zamiast od razu zostać posłem PO.
 

Na pośmiewisko wystawił się duet Jarosław Mikołajewski i Adam Michnik. Drugiego nie trzeba przedstawiać, a pierwszego nie warto (bardziej znany i tak już nie będzie). 















Jeszcze po kaczce puszczonej przez Michnika i Mikołajewskiego nie zniknęły na medialnej wodzie zmarszczki, a już z inicjatywą zbiórki pieniędzy dla duchownego wystrzelił prof. Andrzej Jaczewski, seksuolog i 25 letni autor felietonów na temat "Kultury seksualnej" w Gazecie Wyborczej. Niestety, strzał wypadł słabo, bo kula ledwie z lufy wylazła, a już spadła. Głównie z powodu braku potrzeby takiej zbiórki.

Jakże mogłoby w gronie skarżypytów zabraknąć Joanny Senyszyn? 
Nie powiem, abym była amatorką osoby i stylu kardynała Dziwisza, ale z nim przynajmniej dałoby się pogawędzić bez wstrętu. Zdaniem subtelnej w mowie i uczynkach teologicznej eskpertki, podczas Drogi Krzyżowej homilia powinna skupiać się na męce Chrystusa, a w rzeczywistości kazania często są "o d... Maryni".Właścicielce najpiękniejszego głosu IV RP chodziło zwłaszcza o kazanie kard. Dziwisza w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Joanna Senyszym nie jest wśród feministek jedyną ekspertką w zakresie teologii katolickiej. Daleko jej do takiej specjalistki jak Magdalena Środa, znana m.in. jako "profesor nadzwyczajny". Według niej (wywiad w tyg. Wprost) nie tylko "biskupi kłamią, oszukują, są pyszni i mało wykształceni", ale również "Jezus z całą pewnością nie zabraniał zapłodnienia in vitro i nie kazał głosować na PiS". Kiedy, jak nie w tym momencie, mogłabym z całym moim "pralniczym" autorytetem zapewnić Magdalenę Środę, że Jezus nie zabraniał również latać samolotem i posiadać laptopa. Madame - tu zwracam się do niej bezpośrednio - upoważniam panią do cytowania tej ostatniej rewelacji bez potrzeby podawania źródła w postaci niniejszego blogu. I niech Odwieczna Materia ma panią w swojej opiece. 

Nie mógł nie wetknąć do rosnącego na zaKwasie antykatolickiego ciasta swojej delikatnej łapki Biedroń Robert, świeżo wybrany na prezydenta Słupska, miasta znanego nie tylko z "domków". Nie wiem, czy sam wlazł na krzesło, ale tak czy inaczej portret Jana Pawła II zniknął i pewnie łażą teraz po nim pająki.  
No i zobaczymy, bo jak Robcio Bogu, tak Bóg Robciowi - jak głosi stare przysłowie kubańskie.

Na koniec wspomnę o dwóch wyczynach zagranicznych - jednym tragicznym, a drugim komicznym.

Wyjątkowo małą dozę zakłamania wobec chrześcijan objawili muzułmanie w trakcie przedostawania się z Libii do Włoch. Niewątpliwie z powodu ich niewłaściwej religii, wrzucili do Morza Śródziemnego dwunastkę chrześcijan, a ta się od tego skutecznie utopiła. Oprawcy są pod kluczem, ale z pewnością są już zapewniani, że postępowa Europa zagwarantuje im najlepszych adwokatów, media - zrozumienie i współczucie, a minister sprawiedliwości - dietę halal,telewizję w celi, oraz przyszłą redukcję kary co najmniej o połowę.

Wyczyn komiczny, ciągnący się od trzech miesięcy, możemy zaś zawdzięczać prezydentowi Franciszkowi Hollande, który uparł się zainstalować w Watykanie geja jako nowego ambasadora. Laurent Stefanini jest znany jako notoryczny homoseksualista, a prezydent Hollande jako, powiedziałabym, notoryczny prezydent. Sprawa ma charakter cienkiej prowokacji i mam nadzieję, że papież Franciszek zachowa się jak Papież Kościoła Katolickiego. Podobno 18 kwietnia Franciszek przyjął upartego kandydata prywatnie, ale o czym mówili nie mam pojęcia, bo nic nie wyciekło.

Co powiedziawszy, przyznaję sobie prawo do nadziei, bo nadzieja nie tylko umiera ostatnia, ale też manifestuje czasem objawy powrotu do zdrowia. 

p.




piątek, 16 stycznia 2015

Charlie Hebdo: "Dokonaliśmy więcej cudów niż wszyscy święci i prorocy"



Tymczasem w moim francuskim posoborowym Kościele żaden cud się nie objawił. Chyba, że chodziłoby o jeden, pachnący poniżeniem i siarką, kiedy to 8 stycznia, w hołdzie (en hommage) redakcji piśmidła Charlie Hebdo, rozdzwoniły się w Paryżu dzwony katedry Notre Dame.

Jednocześnie, tak o własnych (tytułowych) cudach wydziera się w najnowszym numerze Charlie Hebdo jego redaktor naczelny, Gérard Biard: "W przeciągu tygodnia, ateistyczny Charlie dokonał więcej cudów niż wszyscy święci i prorocy razem. (...) Co nas najbardziej rozśmieszyło, to dzwony Notre Dame, które rozbrzmiewały na naszą cześć. (...) Chcielibyśmy wysłać papieżowi Franciszkowi wiadomość, że zaakceptujemy dzwony Notre Dame tylko po warunkiem, że będą w nie biły Femenki".

Czas przypomnieć, że postępowy szmatławiec utrzymywał się w wielkim stopniu z bluźnierstw. Szczególną jego pogardą cieszył się francuski Kościół Katolicki, coraz mniej zdolny do działalności wykraczającej poza klepanie standardowych homilek przed publicznością o średniej wieku powyżej 70 lat. Wciąż jednak jeszcze gotów do nadstawiania drugiego policzka rozbawionym uczniom Lucyfera.

Znakomitą ilustracją stosunku Charlie Hebdo do chrześcijaństwa jest sławna okładka z trzema osobami Trójcy Świętej jako "trzema tatusiami kardynała André Vingt-Trois", arcybiskupa Paryża. Jest prawdą, że gdyby nie fakt, że tym rysunkiem Luz'a (Renald Luzier), ochlapano już wiele stron pisanych i internetowych, nie odważyłabym się go zamieścić. 


Jeszcze parę wieków temu, autor rysunku straciłby poczucie humoru na stosie, a reszta redakcji musiałaby się przyzwyczaić do braku słońca w lochach. Dzisiaj, od kilku dni, pismo stanowi natchnienie milionów durni na całym świecie.

Owszem, powiedziane jest (Mt 5) "Miłujcie nieprzyjacioły wasze", ale też nigdzie nie jest powiedziane, że należy z nimi sypiać. Powiedziane jest również "Módlcie się za tych, którzy was prześladują" i dobrze byłoby przy tym zaleceniu przystanąć, pozostawiając resztę Panu Bogu.

Tymczasem, w ponure południe 8 stycznia 2015, w gęstniejącym deszczu, kilkakrotnie uderzył dzwon, potem drugi i trzeci, aż wreszcie wszystkie trzy biły w zachmurzone niebo przez cały kwadrans. W tym samym czasie, w katedrze, celebrowano mszę "na cześć ofiar zamachu i ich rodzin" (La Croix).

Medytowałam właśnie nad granicami oddzielającymi współczucie i miłosierdzie od ... (boję się napisać), kiedy odkryłam tekst: "Słowa papieża Franciszka do kardynała Vingt-Trois w związku z zamachem przeciwko Charlie Hebdo".

Tekst, podpisany przez Sekretarza Stanu, kardynała Pietra Parolina, głosi m.in. co następuje: "Jego Świątobliwość łączy się w modlitwie w cierpieniu z pogrążonym w żałobie rodzinami i smutkiem wszystkich Francuzów. (Jego Świątobliwość) powierza ofiary miłosiernemu Bogu, modląc się, aby przyjął je do swojej światłości".

A teraz siedzę przy klawiaturze i zastanawiam się, czy mogę zaryzykować opinię, że sam Pan Jezus mógłby się wiele nauczyć od naszego papieża w zakresie traktowania grzeszników obrzydliwych i aroganckich. Groźby Chrystusa pod adresem zatwardziałych grzeszników były niedwuznaczne. Czyż o Judaszu nie powiedział On na przykład, że lepiej byłoby dla niego, gdyby się nigdy nie narodził?

Moje spojrzenie na decyzje i słowa Jego Ekcelencji Jérôme'a Beau, biskupa pomocniczego diecezji paryskiej, byłoby łagodniejsze, gdyby o dzwony i mszę w Notre Dame błagały go skruszone rodziny zabitych. O tym jednak coś by się w mediach słyszało. Gorliwość Notre Dame miała więc charakter symboliczny.

Owszem, musimy wybaczać ("i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom"), tak jak musimy modlić się o zbawienie zmarłych grzeszników, ale też istnieje w tym wszystkim kwestia proporcji i przykładu dawanego żyjącym.

A Watykan? 
Czy wpłynęły do stosownej kancelarii prośby o papieskie modlitwy i "łączenie się w cierpieniu", czy też była to gorliwość kogoś z otoczenia papieża?

Oczywiste jest, że papieskie słowo zostało sformułowane bez klauzuli nieomylności i że w związku z tym mogę sobie pozwolić na jawny brak entuzjazmu wobec reakcji Watykanu. Bo tak się składa, że wiernym ziemia usuwa się spod stóp, kiedy pasterze zaczynają biegać za wilkami albo za własnym zdezorientowanym stadem, które oczekuje czegoś zupełnie przeciwnego.

Czy nie dosyć dziur w kościelnej Arce? Sobór Watykański II postawił sobie za cel dopasowanie jej do współczesności. Czy musiał jednak posługiwać się głównie świdrem?









Kto chce, niech się z rysunku śmieje. Ksiądz mówi "WATYKAN II OTWORZYŁ KOŚCIÓŁ", a ministrant dorzuca "...I LUDZIE WYSZLI".

praczka


PS
(1) Przepraszam Czytelnika za okrucieństwo, ale jak mogę pominąć, co mi poczta świeżo przyniosła! Oto ilustracja do uwag na temat aggiornamento, tym razem realizowanego we Flandrii: "Sobór Watykański II może prowadzić do utraty zmysłów: ilustrowany dowód na temat ministrantów z Ypres".



Zamieszczam rozkoszny obrazek ze strony, na której (u dołu) znajduje się video. Warto otworzyć! Nie należy potem ani śmiać się, ani płakać - trzeba zawinąć rękawy i przypomnieć sobie, że przed wszystkimi posłuszeństwami stoi posłuszeństwo Chrystusowi.


(2) Dowiaduję się właśnie, że francuski rząd chce ułatwić dostęp do aborcji (Le gouvernement veut améliorer l'accès à l'avortement). Ministrem zdrowia (zdrowia!) jest obecnie socjalistka Marisol Touraine, na fotografii bardzo z siebie zadowolona.

Może się zdarzyć (i nieuchronnie zdarzy), że madame, kwiat przecudny postępu, któregoś dnia się wykopyrtnie. Czy ponownie, w ramach niejawnego abonamentu na lewicowość, rozdzwonią się katedralne dzwony?...
p

piątek, 10 maja 2013

Skandal w Bydgoszczy - ksiądz nie dopuścił do pogańskich obrzędów w kaplicy




"Ateiści i innowiercy za mur" - rozwrzeszczał się pod cmentarnym murem Express Bydgoski.
"Ksiądz nie wpuścił do kaplicy" - podniosła krzyk Gazeta Pomorska. 
"Pewnie w grobach by się przewracali, gdyby to widzieli - mówili wczoraj ludzie zgromadzeni na cmentarzu parafialnym przy ul. Ludwikowo w Bydgoszczy. Dobrze, że chociaż deszcz nie pada." - miała usłyszeć głosy Katarzyna Piojda, niewiasta, która użyczyła gazecie pióra i podpisu (zgromadzenie sfotografował J. Pruss).
 
"Jeżeli pogrzeb jest świecki, na czas ceremonii tabernakulum można przenieść do innego pomieszczenia" - uznał właściciel zakładu pogrzebowego "Nero-Falkowski” w Bydgoszczy (istny Nero z Falkowskiego; mniej groźny od Nerona, za to w prawie kanonicznym równie mocny).

Poszło o dwie urny, których zawartość, jeszcze za życia*, wyraziła pragnienie spoczęcia na cmentarzu katolickim, pod warunkiem wszakże, że zarządzający cmentarzem ksiądz pójdzie w czasie przeprowadzki na ryby. 
 
 
 
Mądry i odważny proboszcz parafii NSPJ w Bydgoszczy, ks. prałat Roman Kneblewski, na pobyt szczątków się zgodził, ale do "pogańskiej ceremonii" w katolickiej kaplicy nie dopuścił. I na tę oto okazję skoczył obóz postępu, drąc ze zgorszenia struny głosowe i rozdzierając szaty. Zapominając, że spod rozdartych szat potrafi wyzierać zgorszenie jeszcze większe, acz innej natury.
Tak czy inaczej, mimo że z dachu ksiądz prałat gorącej kaszy nie lał, brama kaplicy okazała się nie zdobycia i "mistrz ceremonii" (tak nazywa się cywilny parodysta księdza) pożegnał urny na wolnym powietrzu. 
 
 


 
Okolicznościowe konwulsje bydgoskiego lewactwa można byłoby schować w pudełku z napisem "konia kują, a żaba nogę podstawia", gdyby nie koń. Na żabie, stworzeniu z gromady "bezogonowy płaz", podkowy nikt jeszcze nie wykrył, ale końskie obuwnictwo potrafi przybierać bardzo dziwne formy. Zwłaszcza że kowalstwo i materiał są przeważnie pochodzenia zagranicznego, a sam koń ma niewiele wspólnego z wierzchowcem, o którym Benedykt Chmielowski w "Nowych Atenach" pisał, że jaki jest, każdy widzi.
Gdyby ktoś odczuł potrzebę szczegółów, to doskonałych objaśnień w wykonaniu ks. Kneblewskiego można wysłuchać tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=51fbRjijwmA.

* * *

Nic tak nie wyjaśnia dziejów świata jak teoria spiskowa. Zawiązany przeciwko chrześcijaństwu prawie dwa tysiące lat temu spisek, został zintensyfikowany, kiedy do czynu przeszli adepci Adama Weishaupta. Mało jest wydarzeń i procesów historycznych tak wartych uwagi jak dzieje Iluminatów. Kto ma uszy i oczy, niech słucha i czyta. Pojmie przy okazji, co się stało z Kościołem Katolickim i dlaczego Paweł VI stwierdził w 1972 r., że "dym szatana wdarł się do świątyni Pana".
Świadomość tego, że oto dotykamy historii (Historii), pozwala machnąć ręką na fakt, że na dnie wielu politycznych wiader roiło się, roi i będzie roić od małych belzebubiąt, niecierpliwych premii za swoje cieniutkie zawodzenie. Dobrze jednak, że tym razem trafiło na Bydgoszcz, bo stamtąd dał się usłyszeć głos kapłana, który nie ma ochoty patrzeć w inną stronę, kiedy Bestia zaczyna wierzyć w zwycięstwo.

* * *

Chciałabym w tym momencie podziękować utalentowanej Pani, która - pod pseudonimem tatra - od lat pisuje na forum Stanisława Michalkiewicza. Gdyby nie jej dyskretna uprzejmość, nie dowiedziałabym się, tu we Francji, ani o przedstawionych wydarzeniach ani o osobie ks. Kneblewskiego. Gdyby nie ona, nie przerwałabym też długiego milczenia. A przecież nie tylko navigare necesse est - dawanie świadectwa jest konieczne jeszcze bardziej.
Grzeszne jest dzisiaj milczenie. I w Sodomie i ...w okolicach Asyżu.

praczka
 
 


PS Właśnie odkryłam, co dzisiaj, w felietonie "Dopóki papież nosi spodnie..." ( Najwyższy Czas!, 10 maja 2013), napisał Stanisław Michalkiewicz:
 
Otóż „Gazeta Wyborcza” jest taka żydowską gazetą dla Polaków, co widać również w publikacjach najweselszego tam działu religijnego. Komizm sytuacji polega nie tylko na tym, że żydowska gazeta dla Polaków bardzo się angażuje w meliorację Kościoła katolickiego; żeby był „otwarty”, to znaczy - żeby nawet pan redaktor Michnik, chociaż nie ma ani święceń, ani sakry, mógł zostać prymasem Polski - bo czyż to nie byłby przekonujący dowód otwartości? Żeby - mówiąc krótko - swąd szatana mógł przenikać do Świątyni Pańskiej już nie przez jakieś „szczeliny”, ale przez wszystkie otwory wentylacyjne.

Przyszło mi natychmiast na myśl, że ks. Kneblewski zapewne amatorem Kościoła otwartego nie jest i że "win" swoich wobec obozu po(d)stępu uznać i zmazywać nie zechce.
A przecież różne są w tej dziedzinie lansowane mody: dzień islamu, tydzień tolerancji, kwartał ateizmu, semestr judaizmu... 
Końca nie widać!


____________________________________________________________________
(*) Użyłam wyrażenia "dwie urny, których zawartość, jeszcze za życia..." najzupełniej świadomie. Kto się uznaje za ateistę, uważa się przez to za zorganizowaną w procesie ewolucji materię (czyż pojęcie "miliony lat" nie załatwia definitywnie zagadnienia "życia" w ścisłych umysłach poetów, kierowniczek muzeów sztuki współczesnej i specjalistek w zakresie gender studies?). 
Wracający do materii ateiści powinni być więc zadowoleni z danego przeze mnie popisu logiki.

czwartek, 3 listopada 2011

Rabbi, Nauczyciel, Ojciec,... nauczyciele, ojcowie...











Wówczas Jezus przemówił do tłumów i do swoich uczniów: "Miejsce Mojżesza w nauczaniu zajęli nauczyciele Pisma i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, czego was nauczą. Nie naśladujcie jednak ich czynów. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Przygotowują wielkie ciężary, których nie można unieść, a sami nie chcą ich nawet ruszyć palcem. Czynią zaś wszystko, aby pokazać się ludziom. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zajmować pierwsze miejsca na ucztach i w synagogach. Pragną, aby ludzie pozdrawiali ich na placach i nazywali rabbi.
Wy natomiast nie pozwalajcie nazywać się rabbi, gdyż macie tylko jednego nauczyciela, a wszyscy jesteście braćmi. Nie nazywajcie tez nikogo na ziemi ojcem, gdyż macie tylko jednego Ojca, który jest w niebie. Nie pozwalajcie również, aby was nazywano mistrzami, bo jedynym waszym mistrzem jest Chrystus. Największy z was niech się stanie Waszym sługą.
Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.
Ewangelia wg Św. Mateusza 23 , 1-12


Ewangelii tej słuchałam w swoim francuskim kościele i natychmiast odczułam konieczność jej wyeksponowania. Niesłychana jest bowiem aktualność Chrystusowego przekazu. Pod zaspanym okiem wysokich sfer rzednieją szeregi "wiernych", a "urzędnicy Pana Boga" zachowują się, jakby zostali powołani do ćwiczeń w zakresie odprawiania Dnia Judaizmu (tygodnia, roku?), w zapalaniu chanukowych świeczek, w łykania bluźnierczych fragmentów Talmudu bez rycyny i w ustawianiu się plecami do nawracania żydów, wbrew Ewangelii, tradycji i historii Kościoła. 
 
Z jaką swadą grają oni rolę działaczy politycznych albo odprawiają lotnicze pielgrzymki do Brukseli czy Strasburga!
Z jaką wprawą skrapiają polowym kropidłem, albo wodą święconą w spray'u, armaty, psy i samochody!


Jakże lubią wypychać się przed kamery, kiedy telewizja transmituje mszę z kościoła "na prowincji" i dukać homilię, podczas gdy miejscowy kaznodzieja mógłby niejednokrotnie telewidza rzucić na kolana albo porwać i unieść w zachwycie.





Wiem - pozwalam sobie, ale jeśli taki czas nadszedł, że szyderstwo tylko zostaje, żeby kanapą potrząsnąć...
Wiem - jestem niesprawiedliwa wobec wielu hierarchów, ale nie tylko "Pan Bóg rozpozna swoich" - wszak i wiernym ta sztuka udać się może.

Kiedy biskup Orszulik otrzymał z rąk Bronisława Komorowskiego Order Orła Białego, tak oto "nie wytrzymał" Rozpuszczalnik:

Raz na zawsze powinno być zakazane w Kościele Polskim i Uniwersalnym odbieranie jakichkolwiek odznaczeń, nagród Nobla, medali na wystawach psów i mody eklezjastycznej, wyróżnień ze strony fundacji (Batorego, Adenauera, Pol-Pota, Goldy Meir, Zapatero, Kuby Rozpruwacza, etc.), oficjalnych dytyrambów i certyfikatów postępowości ze strony redakcji wszelkich szmatławców i gazet, od Gazety Wyborczej przez Kynologa Polskiego po Tygodnik Powszechny, etc. etc.

Żaden duchowny nie powinien znajdować się, choćby przez pół godziny, w łapach jakiegokolwiek redaktora, prezydenta, przewodniczącego, I sekretarza Partii Chrześcijańskich Demokratów, Ugrupowania Zielono-Czerwonych Autokratów, ani nawet wielebnej Zofii Grzyb z ekipy liturgicznej przy parafii w Tulczynie.
Basta!

Jest zwierzchnik po linii kościelnej, a nad najwyższym - Pan Bóg, który da nagrodę w Niebie (albo nie da).








Straszne są słowa Ewangelii, czytanej w niedzielę, 30 października 2011 r.


Słowa, wypowiedziane przez Jezusa Chrystusa, którego sylwetka jest po stokroć bardziej podobna do tej z obrazu.



czwartek, 22 września 2011

Golgota picnic





Tak jak w sprawie telewizyjnego uhonorowania Nergala zaprotestował abp Sławoj Leszek Głódź, a wcześniej bp Wiesław Mering, tak 19 września nie wytrzymał Bernard Podvin [foto], rzecznik Konferencji Biskupów Francji (CEF - Conférence des évêques de France ) i  nie tylko nazwał skandalem antychrześcijańską sztukę "Golgota picnic", ale wezwał do riposty:

Ten spektakl rani i będzie ranił. Co za odwaga, obrażać religię, której założyciel milczy, kiedy jest ona atakowana.
Jeżeli "wolność wypowiedzi" należy traktować jako coś świętego, to czy nie należy traktować z szacunkiem świętości?
Jeśli ani jedno euro z funduszy publicznych nie może być poświęcone subwencjonowaniu kultu, to ani jedno publiczne euro nie powinno służyć jego poniżaniu!
Chrześcijaństwo nie powinno służyć za bezpiecznik w kulturalnych histeriach tylko dlatego, że zachowuje pozycję społecznie dominującą.
Wielu obywateli niechrześcijan podziela nasz gniew. A jeśli jesteście z nami, nie pozostawajcie bezradni. Zaapelujcie do swoich posłów. Powiedzcie im, że to jest nieakceptowalne i niegodne demokracji. W listopadzie 2009 Unia Europejska przypomniała o swoim przywiązaniu do ochrony wolności religijnej. Chrześcijanie pozostają w społeczeństwie aktywni! Solidarni w wielu sytuacjach. A więc im także należy się respekt.


Kto chce zorientować się, jak daleko posunęli się twórcy spektaklu, stanowiącego koprodukcję hiszpańskiego Centro Dramático Nacional i francuskiego Théâtre Garonne z Tuluzy, a przewidzianego na Festival d'Automne w Paryżu, może to uczynić, oglądając jego zwiastun.

Coś jednak zmienia się we Francji. Dwa teatry, Théâtre de la Ville à Paris i Théâtre Garonne à Toulouse, wypłakują się właśnie przed prasą na skutek niespodziewanie gwałtownej mobilizacji chrześcijan przeciwko dwóm spektaklom - wymienionemu "Golgota Picnic" i drugiemu "Sur le concept du visage du fils de Dieu". Dyrekcje teatrów są zalane mailami i zaczynają bać się telefonu.




Oto dwa plakaty, ilustrujące koniec pewnej epoki. Budzi się zwłaszcza młodzież, która ma dosyć nadstawiania drugiego policzka w sytuacjach, kiedy ten ewangeliczny gest wyłącznie rozzuchwala. Starsze pokolenie zbyt często drzemie pod wpływem abstrakcyjnych posoborowych kołysanek ekumenicznych, ale nie śni w komplecie. Zacytuję myśl, pod którą - z uwagi na jej raczej bezpośrednią formę - wolę się podpisać jako Rozpuszczalnik: "Wprawdzie powiedziane jest, że należy miłować nieprzyjacioły swoje, ale nigdzie nie stoi, że trzeba z nimi iść do łóżka."

Pierwszy plakat wzywa do "obrony Chrystusa", a drugi - do "manifestacji przeciw antychrześcijaństwu".



A więc basta!

Równie energiczne "dosyć!" należałoby przesłać Juliuszowi Braunowi i Ryszardowi Bańkowiczowi. Z kopią do gdańskiego sędziego i jego Temidy. Tej, którą trzyma nad łóżkiem zamiast obrazka z Aniołem Stróżem. Z jej wagą i ze swoją opaską na jej oczach.


Nie oprę się jeszcze chęci przedstawienia listy "partnerów instytucjonalnych" widowiska (w pisowni oryginalnej i bez komentarza):
  • Ministère de la Culture et de la Communication
  • Institut français
  • Conseil Régional d'Ile-de-France
  • Mairie de Paris
  • Air France

I jakże przy okazji zapomnieć o mecenasach sztuki:
  • Fondation Pierre Bergé - YSL
  • Baron Philippe de Rothschild S.A. (dirigée par Philippine de Rothschild)
  • ARTE

Do P.T. Czytelników (2):

  
W piątek, 3 grudnia 2010, blog praczki został zamrożony przez autora tekstów, Rozpuszczalnika, a dzisiaj - Rozpuszczalnik odmraża i korzysta z okazji, aby pozdrowić wszystkich wiernych Czytelników.

I tak oto praczka wraca do prania: