
Jednocześnie, tak o własnych (tytułowych) cudach wydziera się w najnowszym numerze Charlie
Hebdo jego redaktor naczelny, Gérard Biard: "W
przeciągu tygodnia, ateistyczny Charlie dokonał więcej cudów niż
wszyscy święci i prorocy razem. (...) Co nas najbardziej
rozśmieszyło, to dzwony Notre Dame, które rozbrzmiewały na naszą
cześć. (...) Chcielibyśmy wysłać papieżowi Franciszkowi
wiadomość, że zaakceptujemy dzwony Notre Dame tylko po warunkiem,
że będą w nie biły Femenki".
Czas
przypomnieć, że postępowy szmatławiec utrzymywał się w wielkim
stopniu z bluźnierstw. Szczególną jego pogardą cieszył się
francuski Kościół Katolicki, coraz mniej zdolny do działalności wykraczającej poza klepanie standardowych homilek
przed publicznością o średniej wieku powyżej 70 lat.
Wciąż jednak jeszcze gotów do nadstawiania drugiego policzka
rozbawionym uczniom Lucyfera.
Znakomitą
ilustracją stosunku Charlie Hebdo do chrześcijaństwa jest
sławna okładka z trzema osobami Trójcy Świętej jako "trzema
tatusiami kardynała André Vingt-Trois", arcybiskupa Paryża.
Jest prawdą, że gdyby nie fakt, że tym rysunkiem Luz'a (Renald
Luzier), ochlapano już wiele
stron pisanych i internetowych, nie odważyłabym się go zamieścić.
Jeszcze
parę wieków temu, autor rysunku straciłby poczucie humoru na
stosie, a reszta redakcji musiałaby się przyzwyczaić do braku
słońca w lochach. Dzisiaj, od kilku dni, pismo stanowi natchnienie milionów durni na
całym świecie.
Owszem,
powiedziane jest (Mt 5) "Miłujcie nieprzyjacioły wasze",
ale też nigdzie nie jest powiedziane, że należy z nimi sypiać.
Powiedziane jest również "Módlcie się za tych, którzy was
prześladują" i dobrze byłoby przy tym zaleceniu przystanąć,
pozostawiając resztę Panu Bogu.
Tymczasem,
w ponure południe 8 stycznia 2015, w gęstniejącym deszczu,
kilkakrotnie uderzył dzwon, potem drugi i trzeci, aż wreszcie wszystkie trzy
biły w zachmurzone niebo przez cały kwadrans. W
tym samym czasie, w katedrze, celebrowano mszę "na cześć
ofiar zamachu i ich rodzin" (La Croix).
Medytowałam
właśnie nad granicami oddzielającymi współczucie i miłosierdzie
od ... (boję się napisać), kiedy odkryłam tekst: "Słowa papieża Franciszka do kardynała Vingt-Trois w związku z zamachem przeciwko Charlie Hebdo".
Tekst,
podpisany przez Sekretarza Stanu, kardynała Pietra Parolina, głosi
m.in. co następuje: "Jego Świątobliwość łączy się w
modlitwie w cierpieniu z pogrążonym w żałobie rodzinami i
smutkiem wszystkich Francuzów. (Jego Świątobliwość) powierza
ofiary miłosiernemu Bogu, modląc się, aby przyjął je do swojej
światłości".
A
teraz siedzę przy klawiaturze i zastanawiam się, czy mogę
zaryzykować opinię, że sam Pan Jezus mógłby się wiele nauczyć
od naszego papieża w zakresie traktowania grzeszników obrzydliwych
i aroganckich. Groźby Chrystusa pod adresem zatwardziałych
grzeszników były niedwuznaczne. Czyż o Judaszu nie powiedział On na przykład, że
lepiej byłoby dla niego, gdyby się nigdy nie narodził?
Moje
spojrzenie na decyzje i słowa Jego Ekcelencji Jérôme'a Beau,
biskupa pomocniczego diecezji paryskiej, byłoby łagodniejsze, gdyby
o dzwony i mszę w Notre Dame błagały go skruszone rodziny zabitych. O tym jednak coś by się w mediach
słyszało. Gorliwość Notre Dame miała więc charakter symboliczny.
Owszem,
musimy wybaczać ("i odpuść nam nasze winy, jako i my
odpuszczamy naszym winowajcom"), tak jak musimy modlić się o zbawienie
zmarłych grzeszników, ale też istnieje w tym wszystkim kwestia
proporcji i przykładu dawanego żyjącym.
A
Watykan?
Czy wpłynęły do stosownej kancelarii prośby o papieskie
modlitwy i "łączenie się w cierpieniu", czy też była to gorliwość kogoś z otoczenia papieża?
Oczywiste jest, że papieskie słowo zostało sformułowane bez klauzuli nieomylności i że w związku z tym mogę sobie pozwolić na jawny brak entuzjazmu wobec
reakcji Watykanu. Bo
tak się składa, że wiernym ziemia usuwa się spod stóp, kiedy
pasterze zaczynają biegać za wilkami albo za własnym
zdezorientowanym stadem, które oczekuje czegoś zupełnie przeciwnego.
Czy
nie dosyć dziur w kościelnej Arce? Sobór
Watykański II postawił sobie za cel dopasowanie jej do
współczesności. Czy musiał jednak posługiwać się głównie
świdrem?
Kto
chce, niech się
z rysunku śmieje.
Ksiądz
mówi
"WATYKAN II OTWORZYŁ
KOŚCIÓŁ", a
ministrant dorzuca "...I LUDZIE WYSZLI".
praczka
PS
(1)
Przepraszam Czytelnika za okrucieństwo, ale jak mogę pominąć, co
mi poczta świeżo przyniosła! Oto
ilustracja do uwag na temat aggiornamento, tym razem realizowanego we Flandrii: "Sobór Watykański II może prowadzić do utraty zmysłów: ilustrowany dowód na temat ministrantów z Ypres".
Zamieszczam
rozkoszny obrazek ze strony, na której (u dołu) znajduje się
video. Warto otworzyć! Nie należy potem ani śmiać się, ani
płakać - trzeba zawinąć rękawy i przypomnieć sobie, że przed
wszystkimi posłuszeństwami stoi posłuszeństwo Chrystusowi.
(2)
Dowiaduję się właśnie, że francuski rząd chce ułatwić dostęp
do aborcji (Le gouvernement veut améliorer l'accès à l'avortement). Ministrem
zdrowia (zdrowia!) jest obecnie socjalistka Marisol
Touraine, na fotografii bardzo z siebie zadowolona.
Może
się zdarzyć (i nieuchronnie zdarzy), że madame, kwiat
przecudny postępu,
któregoś dnia się wykopyrtnie. Czy ponownie, w ramach niejawnego
abonamentu na lewicowość,
rozdzwonią
się
katedralne dzwony?...
p