Do
mnie, dzieci Wdowy!
Gewałt!
Kto
zajrzał na blog Władysławy
z 30 marca i dowiedział się, że "Baba ściga arcybiskupa,
czyli jak skonstruować młot na Kościół" (Z
frontu walki z reakcją (191)),
z pewnością skojarzył jej "raport" z faktami. A potem
odetchnął, kiedy przemyski sąd oddalił skargę "feministki
Jelenin na arcybiskupa Michalaka"
i nie dopuścił do totalnej kompromitacji wymiaru sprawiedliwości.
Jest
kilka przyczyn niezwykłej
aktywizacji pracowników
Belzebuba, rozproszonych po wszelkich światowych
instytucjach. Po latach
harówki na wysokich szczeblach rzymskokatolickiej drabiny, po latach
wielkich i małych ustępstw ze strony kolejnych sterników Nawy,
Belzebub, zapewne nie bez zaskoczenia odkrył, że nie tylko
przechowały się kościelne enklawy, nie wyprane do czysta z
Ewangelii, ale również, że korba postępu zaczyna napotykać opór.
A
tyle było sukcesów: odwieczną Mszę świętą zastąpiono mszą
"siad-wstań-siad-jak-ta-baba-czyta", ustawiono celebranta
tyłem do ołtarza intuicyjnie związanego
z bożą
obecnością,
wyrzucono resztki integrującej
Kościół łaciny, usunięto śpiew gregoriański na rzecz piosenek country,
upowszechniono
homilię,
czyli usypiającą powtórkę ze świeżo odczytanej ewangelii,
oraz nakazano księdzu siedzieć i słuchać jak kolejne czytania są
masakrowane przez osoby z łapanki (w konsekwencji czego Apostoł Narodów prezentuje czasem swój list
do Tesaloniczan głosikiem kastrata i bawi zebranych niedopiętą
spódnicą).
I na tym nie koniec - lista wyczynów kościelnego obozu postępu
zygzakuje przez tańce liturgiczne aż po manualne przekazywanie sobie "znaku
pokoju" (potu i brodawek), co wprowadza
w stan paniki ludzi alergicznych na macanie bez powodu.
Jeśli
niektóre z wymienionych zjawisk nie są
jeszcze w Polsce tak częste
jak na Zachodzie, to proszę nie mieć złudzeń - są już
zapakowane i przewiązane wstążeczkami w pięcio- i sześcioramienne
gwiazdki.
W
miarę wyludniania się świątyń, nałożono na katolików obowiązek
znoszenia ekumenizmu uprawianego z krzesełka
ustawionego w jednej linii ze stołkami pogaństwa, oraz konieczność
brania udziału w bezowocnych dialogach, dniach i
tygodniach różnych religii nie tylko katolicyzmowi wrogich, ale wrogich coraz
bardziej. Ustalono przy okazji, że za zabójstwo Chrystusa
odpowiadają Rzymianie i że żydów nie należy nawracać. Pozostaje
czekać na oficjalne zastąpienie czterech Ewangelii przez jakąś
EPP (Ewangelię Papieży Posoborowych).
I
oto teraz, gdy "rząd światowy" jął wiązać wielkie
nadzieje z papieżem Franciszkiem, coś zaczęło w trybach jego
spychacza zgrzytać. A przecież koncepcja najnowszej kampanii
wydawała się znakomita. Oto przy użyciu wewnętrznej piątej
kolumny powiązano ze sobą dwie rzeczy - pod konieczną refleksję
nad sytuacją
katolików,
którym
nie powiodło
się
małżeństwo,
podpięto
diabelski
pomysł
importu
do sakramentalnego życia
Kościoła
praktykujących sodomitów.
Inaczej mówiąc,
podjęto
prace nad zrównaniem
pozycji rodzin z podejrzanie pachnącymi
kwiatuszkami z tęczowej
łąki
pomyłek
Natury. Przypomnę,
że
w czasach wolności
słowa,
w odniesieniu do tego kwiecia używano
terminu "zboczeńcy".
Tymczasem
stała się rzecz nieoczekiwana - wobec niezbyt jasnej postawy
papieża Franciszka,
wielu purpuratów zatrzęsło się, a w
grupie najgłośniej krzyczącej non
possumus!
znalazła się istotna część hierarchów
polskich. Mniejsza w tym momencie o to, czy wylewają oni z kąpielą i zatwardziałych
dewiantów i ofiary małżeńskiego fiaska, ale fakt rewolty jest teraz nerwowo analizowany w
obozie wrogów człowieka.
Gdyby
Belzebub był głową
państwa jednoczącego
wszystkich miłośników rozkładu, wypowiedziałby
katolikom wojnę,
a co najmniej rozdarłby się
przeciwko nim z trybuny ONZ. Sytuacja byłaby
jasna. Tymczasem jego perfidne oddziały, rozproszone i często niewidoczne,
prowadzą z człowiekiem
zarówno jawną
walkę fizyczną,
jak i więcej czy mniej dyskretny Kulturkampf w polityce, nauce i mediach.
Przyjrzyjmy
się paru ostatnim konwulsjom, ilustrującym tytułowy stan nerwów Demona.
Tak
się składa,
że w sensie instytucjonalnym Kościół
demokratyczny nie jest, a Papież
nie musi się tłumaczyć przed jakąkolwiek partią. Prawnym
życiem Kościoła
rządzi Kodeks Prawa Kanonicznego, a nie wystawione w stronę
Watykanu dwa palce roznosicieli postępu, z braku sukcesów
chorych czasem na wrzody żołądka.

Historia
ks. Lemańskiego jest ogólnie znana. Roma locuta, causa finita!
Księżulo do Canossy albo do cywila! Basta!
Trzeba mieć w tej
sytuacji sieczkę w głowie, żeby w lewicującym żurnalu La
Repubblicawystawić na światło dzienne "list otwarty do papieża
Franciszka z apelem o interwencję" w sprawie księdza, który,
jak mniemam, przez pomyłkę wstąpił do seminarium duchownego
zamiast od razu zostać posłem PO.
Na
pośmiewisko wystawił się duet Jarosław
Mikołajewski i Adam Michnik. Drugiego nie trzeba przedstawiać, a pierwszego nie
warto (bardziej znany i tak już
nie będzie).
Jeszcze
po kaczce puszczonej przez Michnika i Mikołajewskiego
nie zniknęły
na medialnej wodzie zmarszczki, a już
z inicjatywą
zbiórki
pieniędzy dla duchownego wystrzelił
prof. Andrzej Jaczewski, seksuolog i 25 letni autor felietonów
na temat "Kultury seksualnej" w Gazecie Wyborczej. Niestety, strzał
wypadł
słabo,
bo kula ledwie z lufy
wylazła,
a już
spadła.
Głównie
z powodu braku potrzeby takiej zbiórki.
Jakże
mogłoby w gronie skarżypytów zabraknąć Joanny Senyszyn?
Nie powiem, abym była amatorką osoby i stylu
kardynała Dziwisza, ale z nim przynajmniej dałoby się pogawędzić
bez wstrętu. Zdaniem subtelnej w mowie i uczynkach teologicznej
eskpertki, podczas
Drogi Krzyżowej homilia powinna skupiać się na męce Chrystusa, a
w rzeczywistości kazania często są "o d... Maryni".Właścicielce najpiękniejszego głosu IV RP chodziło zwłaszcza o
kazanie kard. Dziwisza w Kalwarii Zebrzydowskiej.
Joanna
Senyszym nie jest wśród feministek jedyną ekspertką w zakresie teologii katolickiej. Daleko jej do takiej specjalistki jak Magdalena Środa,
znana m.in. jako "profesor nadzwyczajny". Według niej
(wywiad w tyg. Wprost) nie tylko "biskupi kłamią, oszukują,
są pyszni i mało wykształceni", ale również "Jezus z
całą pewnością nie zabraniał zapłodnienia in vitro i nie kazał
głosować na PiS". Kiedy, jak nie w tym momencie, mogłabym z
całym moim "pralniczym" autorytetem zapewnić Magdalenę
Środę, że Jezus nie zabraniał również latać samolotem i
posiadać laptopa. Madame - tu zwracam się do niej bezpośrednio -
upoważniam panią do cytowania tej ostatniej rewelacji bez potrzeby
podawania źródła w postaci niniejszego blogu. I niech Odwieczna
Materia ma panią w swojej opiece.
Nie
mógł nie wetknąć do rosnącego na zaKwasie antykatolickiego
ciasta swojej delikatnej łapki Biedroń Robert, świeżo wybrany na
prezydenta Słupska, miasta znanego nie tylko z
"domków". Nie wiem, czy sam wlazł na krzesło, ale tak
czy inaczej portret Jana Pawła II zniknął i pewnie łażą teraz
po nim pająki.
No i zobaczymy, bo jak
Robcio Bogu, tak Bóg Robciowi - jak głosi stare przysłowie kubańskie.
Na
koniec wspomnę o dwóch wyczynach zagranicznych - jednym tragicznym,
a drugim komicznym.
Wyjątkowo
małą dozę zakłamania wobec chrześcijan objawili muzułmanie w
trakcie przedostawania się z Libii do Włoch. Niewątpliwie z powodu ich niewłaściwej
religii, wrzucili do Morza Śródziemnego dwunastkę
chrześcijan, a ta się od tego skutecznie utopiła. Oprawcy są
pod kluczem, ale z pewnością są już zapewniani, że postępowa Europa
zagwarantuje im najlepszych adwokatów, media - zrozumienie i współczucie,
a minister sprawiedliwości - dietę halal,telewizję w celi, oraz przyszłą redukcję kary co
najmniej o połowę.
Wyczyn
komiczny, ciągnący się od trzech miesięcy, możemy zaś zawdzięczać
prezydentowi Franciszkowi Hollande, który uparł się zainstalować w
Watykanie geja jako nowego ambasadora. Laurent Stefanini jest znany jako
notoryczny homoseksualista, a prezydent Hollande jako,
powiedziałabym, notoryczny prezydent. Sprawa ma charakter cienkiej prowokacji i mam nadzieję, że papież Franciszek zachowa
się jak Papież Kościoła Katolickiego. Podobno 18 kwietnia
Franciszek przyjął upartego kandydata prywatnie, ale o czym mówili
nie mam pojęcia, bo nic nie
wyciekło.
Co
powiedziawszy, przyznaję sobie prawo do nadziei, bo nadzieja
nie tylko umiera ostatnia,
ale też manifestuje czasem objawy powrotu do zdrowia.
p.